Szlak  Bojowy  Grupy

ROK 2004
 

Powstanie Warszawskie
Warszawa, sierpień 2004


„... pałacyk Michla, Żytnia, Wola...”

 
Rekonstrukcja natarcia na barykadę podczas pierwszych dni Powstania Warszawskiego
.

To była rekonstrukcja, o której mówiło się już od kilku miesięcy. Wzbudzała emocje z kilku względów. Pierwszy i najważniejszy to fakt, iż miała być wpleciona w całość imprez towarzyszących obchodom 60 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Drugi, to sam rozmach przedsięwzięcia, które z racji umiejscowienia, wyłączało jedną z głównych arterii miasta (ulicę Wolską) z ruchu na blisko całą dobę. I trzeci, równie ważny, to ilość zaangażowanego sprzętu i ludzi z grup rekonstrukcji historycznej. Rangę całego przedsięwzięcia podkreślał udział telewizji, obecność na widowni uczestników tamtych historycznych wydarzeń i spodziewana blisko dziesięciotysięczna publiczność.

Dla Nas, tzn. członów grup rekonstrukcji historycznej impreza zaczęła się już w piątek rano, kiedy stopniowo docierając do miejsca zakwaterowania (szkoła nr  50 przy ulicy gen. Bema) rozpoczęliśmy przygotowania do mającej mieć miejsce następnego dnia rekonstrukcji. A pracy było sporo, bo oprócz omówienia całego planu i scenariusza, trzeba było przeprowadzić „wizję lokalną” miejsca akcji, wyposażyć w przywieziony z łódzkiej "filmówki" sort mundurowy tych, dla których miało to być pierwsze tego typu doświadczenie. No i co równie ważne, zgrać wciąż przybywających ochotników w zwarte oddziały, u boku stanowiących trzon, grup rekonstrukcyjnych. A była to pierwsza rekonstrukcja na której pojawiły się w tak dużej liczbie grupy odtwarzające tak oddziały polskie jak i niemieckie. Stanowiło to doskonałą  okazję do tego, aby powymieniać się doświadczeniami, zacieśnić kontakty i bliżej poznać. Sprzyjało temu także samo miejsce zakwaterowania, bowiem wszyscy zostali umiejscowieni  w sali gimnastycznej. Co także warte uwagi, dzięki kontaktom internetowym, telefonicznym, przekazom bezpośrednim, chęć udziału w imprezie zadeklarowało wiele całkowicie nowych osób. Fakt włożenia na siebie munduru, wciągnięcia na ramię biało-czerwonej opaski, przydziału do konkretnego oddziału i dowódcy było nie lada przeżyciem. Pewna część z nich, „zaciągnęła” się po rekonstrukcji do niektórych oddziałów rekonstrukcyjnych..

Tego dnia odbyła się jeszcze zbiorowa odprawa w zajezdni tramwajowej, która była naszą „polową bazą”. Tam też obok szeregu różnych komunikatów, dowiedzieliśmy się dokładnie o której godzinie wszystko się zacznie, dokonano przydziału „filmowej” broni.

Wieczór to oczywiście czas na trwające wiele godzin rozmowy, wspominanie wcześniejszych spotkań, prezentacja elementów oporządzenia i wybieganiu do kolejnych tego typu imprez. Wiele osób, znających się do tej pory z Internetu miało okazję poznać się osobiście. Rozmowy, przerywane raz po raz śmiechem, trwały do późnych godzin nocnych.

Sobotni poranek to gorączkowa krzątanina. W zajezdni mieliśmy się pojawić około godziny 13.00 więc możliwe wcześnie rano rozpoczęło się przygotowanie do wymarszu. Dokonywano ostatniego przeglądu mundurowego, który zwłaszcza dla strony niemieckiej był ważny. I tu niestety trzeba było pójść na szeroko rozumiany kompromis.

Dostarczone z Łodzi mundury były nie najlepszej jakości, a do tego brakowało niektórych rozmiarów. Efekt był taki, iż z trudem, ale jednak trzeba było przymknąć oko na niektórych „Niemców”, których ubiór był swojego rodzaju łącznikiem pomiędzy historią a współczesnością. Tych jednak nie było wielu. Także wśród „powstańców” miały miejsce tego typu wpadki, jednak sam fakt odtwarzania powstańca zezwalał na sporą dowolność. „Powstańcy” opuścili szkołę trochę szybciej niż „Niemcy”. Zbiórka tych ostatnich na ulicy przed szkołą, a także przemarsz do zajezdni ulicą Wolską były nie lada sensacją. Tym bardziej, że szła blisko setka „żołnierzy”.

Tymczasem na miejsce rekonstrukcji docierał sprzęt pancerny. Zdumionym oczom zbierającej się już publiczności, ukazała się słynna w środowisku „Rosi” czyli SdKfz 251 ausf. D, czeska Tatra (OT 810) stylizowana na SdKfz 251 ausf. A, Leopard I, mający odgrywać .... po prostu ówczesny niemiecki czołg , T-34 przerobiony na PzKfw IV ausf. J lub H (wszyscy podkreślali, że całkiem nieźle). Obok nich, jako pojazdy towarzyszące można było zobaczyć ciężarówkę Opel Blitz i motocykl z koszem.

Na ulicy pojawiły się także stare tramwaje, beczki, cegły i płyty chodnikowe, które miały stanowić budulec do powstającej barykady, mającej stanąć dokładnie w tym samym miejscu, co 60 lat wcześniej. Sięgając do historii należy zauważyć, jak ważną funkcję spełniała ta pozycja w planach powstania. Ulica Wolska była podobnie jak obecnie, także wówczas, bardzo ważną arterią łączącą peryferie z centrum miasta. Wojska niemieckie chcąc rozwijać natarcie w głąb pozycji powstańczych musiały wykorzystać właśnie ulicę Wolską, jako najbardziej do tego celu dogodną. W tym celu zostały zaangażowane spore siły, w skład których wchodziły oddziały warszawskiego garnizonu, jak i ściągnięte z frontu jednostki piechoty i pododdziały pancerne. Również sztab powstania zdawał sobie sprawę ze znaczenia barykady na Wolskiej, jak i utrzymania możliwie jak największego obszaru Woli. Blokada Wolskiej pozwalała na dalszy rozwój działań powstańczych i stopniowe eliminowanie odciętych w głębi miasta niemieckich załóg. Zatem obie strony doceniały znaczenie „wolskiej barykady” i do jej utrzymania jak i zdobycia skierowały duże, jak na swoje możliwości siły.

Mijały kolejne godziny. Będąc na terenie zajezdni tramwajowej, dostawaliśmy co jakiś czas informacje o tym, ilu już zgromadziło się widzów. Będąca w bezpośredniej bliskości barykady, trybuna honorowa powoli zapełniała się zaproszonymi gośćmi, wśród których było wielu naocznych świadków i uczestników tamtych dramatycznych wydarzeń.

Wreszcie pada rozkaz wymarszu. Powstańcy wyruszają jako pierwsi. Po kilku dłuższych chwilach również Niemcy formują kolumnę marszową i kierują się w kierunku zgromadzonych około 150 metrów od barykady pojazdów. Teraz wyraźnie już widać, jak duże zainteresowanie towarzyszy rekonstrukcji. Mimo, iż miejsc przy barierkach oddzielających widzów od miejsca akcji już nie ma, wciąż napływają nowi chętni do oglądania, starając się wykorzystać każde, nawet najbardziej „ekstremalne” miejsca. Co bardziej „odważni” są natychmiast ściągani przez służby porządkowe z rusztowań i słupów.

Przy barykadzie pojawiają się i organizują powstańcy. Również pododdziały niemieckie ustawiają się w ustalone dzień wcześniej szyki, zapełniają transportery i pancerze czołgów. Zostają zapuszczone silniki, które zwłaszcza w przypadku czołgów są bardzo donośne i chmurami wypluwanych spalin wypełniają teren wokół zgrupowania niemieckiego.

Pada sygnał o rozpoczęciu inscenizacji. Jak na razie akcja toczy się przy trybunie honorowej, gdzie symbolicznie jest przedstawiany moment wybuchu powstania, organizacji oddziałów powstańczych i budowy barykady. Na ulicę są przewracane tramwaje, toczone beczki, znoszone cegły, które wypełniają luki w powstającej zaporze.

Wszystkiemu w ciszy przyglądają się widzowie, dla których jest to niecodzienny widok. Jednak jest to tylko preludium do tego, co zobaczą później.

Pada rozkaz dla Niemców, aby rozpoczęli pierwszy atak. Do boju jako pierwsi wchodzą żołnierze batalionu rozpoznawczego, którzy w asyście motocykla powoli posuwają się w kierunku powstańczych pozycji. Będąc w odległości około 50 metrów od barykady dostają się pod silny ogień. Nie mając możliwości ukrycia się przed celnym ostrzałem, po trwającej kilka chwil wymianie ognia, wycofują się. Padają pierwsi zabici i ranni. W powstańcze ręce wpada porzucony motocykl, który z rozpostartą polską flagą kieruje się w kierunku barykady. Publiczność bije brawa. Odpowiedź niemiecka jest natychmiastowa. Na przedpole kolejnego niemieckiego natarcia spada kilkanaście pocisków artyleryjskich, mających oczyścić teren dla ugrupowanego już do ataku pododdziału Waffen SS.

Tym razem wsparcie jest znacznie silniejsze. Transporter („Rosi”) z umieszczonym w specjalnej osłonie MG-42 (tak naprawdę w rekonstrukcji była to całkiem inna broń) asystuje „Hamsowi”, czyli Panzer IV. Ryk silników, chrzęst gąsienic i chmury spalin powodują, że twarze oglądających przyjmują bardzo nienaturalny wyraz.

Oddział w akompaniamencie serii z broni maszynowej i strzałów karabinowych powoli zbliża się do barykady. Ogień powstańców tężeje, jednak tym razem Niemcy,  mając asystę ciężkiego sprzętu, tak łatwo nie ustępują.

Umiejętnie wykorzystując do osłony transporter i czołg prowadzą coraz dotkliwszy dla obrońców barykady ogień. Jednak i tym razem górą są powstańcy, którzy wykorzystując posiadanego PIAT-a, oddają kilka niecelnych strzałów w kierunku będącej coraz bliżej „czwórki”. To wystarcza, aby załoga czołgu zaczęła wycofywać wóz w kierunku pozycji wyjściowych. W tej sytuacji także ostrzeliwany transporter wraz z osłoną zaczyn się cofać.

Także tu padają zabici i ranni. Kolejny atak niemiecki został odparty. Na barykadę wchodzi młody powstaniec i powiewając biało-czerwoną flagą wywołuje aplauz wśród oglądających. Jak później wspominali koledzy przebywający w pobliżu trybuny honorowej, na policzkach weteranów pojawiły się łzy. Wielu z nich co i rusz sięgało do kieszeni po chustkę, przecierając czerwone od wzruszenia oczy. Tymczasem do pozycji powstańczych dociera wsparcie w postaci kolejnego oddziału. Jest witany z radością. Utrzymanie barykady z każdym kolejnym atakiem staje się coraz trudniejsze i każda pomoc jest wręcz bezcenna. Ale i po stronie niemieckiej dochodzi do przegrupowania. Znajdujący się na barykadzie oficerowie, dostrzegają w lornetkach ściskającą gardło scenę. Oto przygotowujący się do kolejnego szturmu oddział niemiecki, prowadzi przed sobą kolumnę złożoną z cywili. W tej sytuacji powstańcy odstępują od barykady, jednak w chwili gdy żołnierze niemieccy przekraczają niezdobyte wcześniej pozycje, powstańcy ruszają do kontrataku. Nagłe starcie powoduje, że niemiecki pododdział zostaje rozproszony i barykada zostaje odbita.

Ponownie oklaski płyną od coraz bardziej przejętych całą inscenizacją widzów. Zapora na Wolskiej wciąż w powstańczych rękach. Po stronie niemieckiej trwają przygotowania do kolejnego i jak się później okazuje, decydującego natarcia. Tym razem do walki zostają użyte wszystkie dostępne pojazdy. Ponownie ryk silników obwieszcza, że rusza pancerna kolumna. W natarciu biorą także udział wszystkie znajdujące się po stronie niemieckiej oddziały.

Okazuje się, że jest zbyt mało miejsca aby przeszło setka żołnierzy mogła się rozwinąć do ataku. Ustawiają się kolumny za czołgami i transporterami. Pada rozkaz. Szturm. Tym razem natarcie jest zbyt silne. Docierające do powstańczych pozycji oddziały niemieckie powoli przejmują barykadę. Bohaterscy obrońcy nie mają już czym przebić pancerzy atakujących wozów i wycofują się ze stratami. „Wolska zapora”, pada. Niemcy zajmują powstańcze stanowiska.

Po kilku dalszych minutach inscenizacja kończy się. Wśród zgromadzonych widzów wielu jest wzruszonych. Starając się oddać możliwie jak najwierniej tamte dramatyczne chwile, odtwarzano sceny przeszukiwania i dobijania rannych powstańców, strzelania do cywili. To wszystko spowodowało, że była to wyjątkowa w swoim rodzaju rekonstrukcja historyczna. Jakże inna, od tych, które miały miejsce do tej pory. Dla wielu, zwłaszcza młodszych widzów była to bardzo pouczająca lekcja historii, która jak się wydaje, wielu zachęciła do zagłębienia się w literaturę poświęconą tamtym sierpniowym dniom.

A my szykujemy się do powrotu na naszą kwaterę. Tam, na miejscu, pierwsze wrażenia, opinie, relacje z pola walki. A jest o czym opowiadać. Padają pytania o kolejny rok, kolejną rocznicę. Wszystko jeszcze przed Nami, jednak już teraz można powiedzieć, że rekonstrukcja mimo niezłego zamieszania organizacyjnego, i wielu uwag, została uznana za udaną. A zgromadzone tłumy widzów, oklaski i bardzo pozytywny oddźwięk w prasie i telewizji mogły tylko utwierdzić odpowiednie władze, że warto było, i że warto dalej podążać właśnie taką ścieżką. Jak napisał w pierwszym numerze „Do Broni” Jacek Dziedziela, polska rekonstrukcja historyczna jest faktem i nie tylko zlot w Glinniku to pokazał, ale także warszawska „lekcja historii na żywo”, która z racji zaangażowanych środków, udziału mediów i względów rocznicowych miała szczególne miejsce w całym roku. Dowiodła również tego, że jak trzeba, to grupy niemieckie i polskie potrafią razem stworzyć niecodzienne widowisko, bo bez siebie nawzajem, całość znacznie traci na wartości.

 

Powrót do roku 2004
Powrót do szlaku bojowego