Szlak  Bojowy  Grupy

ROK 2005
 

Chełmno 1939-45
Chełmno, styczeń 2005

Chełmno, malownicze miasteczko położone niedaleko Świecia, miało stać się w ostatnią niedzielę stycznia areną niecodziennych wydarzeń.

O tej rekonstrukcji mówiło się już od dawna. Miała to być druga po odtworzeniu walk powstańczych bitwa, której miejscem miało być centrum miasta. Również ilość sił i środków zaangażowanych w przygotowanie tej imprezy, świadczyły o tym, że ma się tu do czynienia z czymś, co na długo pozostanie w pamięci.

Swój udział zapowiedziały grupy odtwarzające wojska niemieckie. Wśród nich „Pomerania 45” wcielająca się pododdział Waffen SS należący do 4 SS-Panzergrenadier Division „Polizei”, „Zielone Diabły”, czyli spadochroniarze z 1 Regimentu Spadochronowego, zwiadowcy z „Aufklärungsabteilung 7” der 4 Panzer Division. Stronę polską i radziecką mieli odtwarzać w zdecydowanej większości mieszkańcy Chełmna, wzmocnieni przez kilku „zawodowych” rekonstruktorów z Gdańska.

Uzupełnieniem sprzętowym były dwie ciężarówki, w tym jeden oryginalny Opel „Blitz”, kilka motocykli, KDF i należący do Aufklärungsabteilung 7, Pak 36, czyli przerobiona radziecka armatka przeciwpancerna kalibru 45 mm, na co dzień będąca eksponatem w muzeum „Orła Białego” ze Skarżyska Kamiennej.

Przyjazd uczestników był planowany na sobotnie popołudnie. Wtedy też, miejscowe liceum ogólnokształcące, będące bazą dla rekonstruktorów zaczęło zapełniać się przyjezdnymi. Pewna część dotarła prosto z Cigacic, gdzie w sobotnie popołudnie miała miejsce rekonstrukcja walk ze stycznia 1945 roku. Były to więc dla niektórych dwa bardzo historyczne dni.

Sobotni wieczór to oczywiście okazja do rozmów, które trwały do późnych godzin nocnych. Analizowano scenariusz, zapoznawano z nim przyszłych żołnierzy i dokonywano przeglądu mundurowego.

Był to również czas, aby zapoznać się z miejscem walki. Chełmiński rynek miał się stać areną działań, jakie toczyły się w tym rejonie w końcu stycznia 1945 roku, kiedy to wycofujące się z okolic Torunia niemieckie ugrupowanie toczyło ciężkie walki z wojskami radzieckimi. Odtwarzane miały być także epizody z początku wojny, wkroczenie wojsk niemieckich do miasta, czas okupacji i represji na ludności cywilnej. Całość widowiska była przewidziana na nieco ponad godzinę.

Niedziela rozpoczęła się od próby generalnej, której odbyła się w miejscowym parku. Przemieszczająca się w tamtym kierunku kolumna budziła nie lada sensację. Dwie wypchane po brzegi ciężarówki w asyście motocykli były bardzo niecodziennym widokiem.

Na miejscu, punkt po punkcie realizowano cały scenariusz, dokonując małych poprawek.

Próba trwała prawie trzy godziny. Następnie powrót do szkoły, obiad i rozpoczęcie przygotowań do mającej już być niedługo rekonstrukcji. Pojawia się łódzka filmówka i dochodzi do podziału rekonstrukcyjnej broni.

Wreszcie nadszedł moment wymarszu. Ponownie wojsko zapełnia ciężarówki. Tym razem jednak kolumnę uzupełniają czerwonoarmiści, którzy pieszą kolumną z asystą kilku GAZ-ów, rozpoczynają wymarsz.

Jeszcze przed samą bitwą ma miejsce uroczyste złożenie kwiatów pod pomnikiem upamiętniającym poległych w czasie wojny żołnierzy polskich i radzieckich.

Tymczasem rynek zapełnia się widzami. Coraz więcej osób zmierza w kierunku placu, gdzie już za chwilę będą miały miejsce wydarzenia, jakby rodem wyjęte z filmu. Wszyscy czekają z niecierpliwością.

Rekonstrukcja zaczyna się pokazania pierwszych dni wojny. Wystraszona ludność cywilna, wycofujący się polscy żołnierze, atmosfera strachu i niepewności. Wygląda to bardzo realistycznie.

Kolejny punkt, to wkroczenie do miasta wojsk niemieckich. Owacyjnie witani przez mniejszość niemiecką żołnierze wypełniają rynek. Władzę przejmuje niemiecka administracja. Ściskającą gardło sceną, jest symboliczne przedstawienie represji skierowanych przeciwko polskiej ludności. Na rynku pojawia się ciężarówka do której są ładowani cywile, następnie wywiezieni i rozstrzelani. Całość obrazu dopełnia muzyka, której przejmujące dźwięki wytwarzają odpowiednią dla scen atmosferę.

Kulminacyjnym momentem całej rekonstrukcji jest odtworzenie bitwy, jaka miała miejsce nieopodal Chełmna. Była to główna część całego widowiska.

Oto, jak relacjonował swoje przeżycia jeden z niemieckich żołnierzy: „....Kolumna wjeżdża na miejscowy rynek. Nasza ciężarówka zatrzymuje się przy ratuszu. Za nami zatrzymują się motocykle. Wyskakujący z nich żołnierze zajmują pozycje w stanowiących mizerną osłonę, nawet przed bronią maszynową, straganach targowych. Z drugiej ciężarówki, która stanęła na skraju rynku, wysypują się żołnierze Waffen SS i zajmują stanowiska w bramach i za występami murów rynkowych kamienic. My również szybko opuszczamy ciężarówkę. Dowodzący nami młody podoficer w okularach, wskazuje miejsce dla PAK-a i dwóch MG. Kanonierzy z wprawą ustawiają działko na stanowisku i podciągają skrzynki z amunicją. Również obsługa karabinów maszynowych uwija się przy swojej broni. Czasu jest bardzo mało. W mieście słychać już strzały i pojawienie się Rosjan jest już tylko kwestią chwil. My, jako ubezpieczenie zajmujemy miejsca pomiędzy PAK-iem, a stanowiącymi nasze lewe skrzydło spadochroniarzami. Będący nieco przed naszymi pozycjami podoficer, lornetką obserwuje przedpole. Napięcie rośnie. Do naszych uszu dochodzą już odgłosy silników radzieckich pojazdów, tych jednak wciąż nie widać. Raz jeszcze spoglądam na naszą linię. Widok mam dosyć dobry, gdyż nasz „ciężki” pododdział, zajmując prawe skrzydło,  jest nieco wysunięty do przodu. Na lewo od nas, oddział spadochroniarzy zajął pozycję razem z naprędce sformowaną jednostką Wehrmachtu, stanowiąc środek całej linii obrony. Bardzo ważne, lewe skrzydło obsadzili żołnierze Waffen SS. Na nich prawdopodobnie spadnie główny impet radzieckiego natarcia, gdyż ich stanowiska przecinają jedną z głównych arterii miasta.

Nagle, z ulicy będącej na wprost naszego oddziału, wyjeżdża ciężarówka. Wysypuje się z niej piechota i prowadząc trochę chaotyczny ostrzał, rozwija się w tyralierę. Z naszych linii padają tylko pojedyncze strzały. Oficerowie nakazują jeszcze wstrzymać ogień. Tymczasem celowniczy działka ustawia odległość i kierunek ognia. Jego celem  jest radziecka ciężarówka, która posuwając się wolno do przodu, stanowi osłonę dla piechoty. Mijają długie chwile, podczas których z naszych pozycji nie pada żaden strzał. Raz jeszcze spoglądam na naszą linię obrony. Wśród znajdujących się w środku spadochroniarzy dostrzegam młodego żołnierza Waffen SS, obok którego uwijają się młodzi chłopcy z HJ. Przyciskam mocniej karabin i raz jeszcze sprawdzam ile mam amunicji. Nie jest tego dużo, muszę celnie strzelać. Kiedy Rosjanie zbliżają się już na odległość pozwalającą na wyraźne dostrzeżenie rysów twarzy, pada komenda otwarcia ognia. Pierwszy wystrzał z działka unieszkodliwia ciężarówkę, którą momentalnie zakrywa chmura czarnego dymu. W jednej chwili w kierunku atakujących zostaje wystrzelony grad kul. W ich szeregach pojawiają się wyrwy...”.

A oto jak swoje wrażenia ze szturmu przedstawiał radziecki podoficer: „... będąca kilka metrów obok mnie ciężarówka zostaje nagle trafiona. Będący obok żołnierz zostaje trafiony odłamkami. Z krzykiem pada na ziemię. Schylam się aby go podnieść, jest jednak zbyt ciężki. Sam nie dam rady. Chwytam go kołnierz płaszcza i przesuwam za małą kolumnę. Tymczasem rozpętuje się piekło. Z niemieckich linii zalewa nas lawina stali. Mam wrażenie, że wszystko wokół zaraz eksploduje. Spoglądam przed siebie. Tam, gdzie jeszcze kilka chwil wcześniej posuwała się do przodu nasza tyraliera, jest teraz rząd leżących nieruchomo sylwetek. Kilka z nich czołga się w moim kierunku, inne leżą bezwładnie. Po prawej stronie dopala się ciężarówka. Może dzięki spowijającej wrak czarnej mgle uda się odskoczyć do tyłu. Krzycząc ile sił płucach, daję rozkaz odwrotu. Nawet nie wiem, czy ktoś mnie usłyszał. Odskakuję kilka kroków w tył i zatrzymuję się, kryjąc się metalowym parkanem. Spoglądam raz jeszcze w kierunku niemieckich linii. Wciąż prowadzą ogień. Teraz wyraźnie już widać gdzie się ukryli.  Widzę  wycofujących się żołnierzy. Nie jest ich wielu. W pewnej chwili dobiega do mnie jakiś żołnierz i pokazuje ręką na będące skrajem rynku  zbudowania. Na ich tle widać przesuwającą się w naszym kierunku niemiecką piechotę. Przykładam do oczu lornetkę. Tak, teraz widać wyraźnie. To SS, wyprowadzają kontratak. Sytuacja zaczyna robić się poważna. Mój pododdział wciąż znajduje się pod ogniem. Nawet nie wiem ilu ludźmi jeszcze dysponuję. Natychmiast wydaję rozkaz tym, którzy byli obok mnie, aby zabezpieczyli prawe skrzydło. Żołnierze odskakują i biegiem ruszają w kierunku wskazanych pozycji. Któryś z nich pada, trafiony celnym strzałem, pozostali jednak docierają i będąc już pod ogniem SS-manów, zajmują wylot ulicy. Rozpoczyna się wymiana ogniowa. Celny ogień RKM-u zatrzymuje na chwilę atakujących. Tymczasem niemiecka armatka p-panc przenosi ogień właśnie na zajęte przed chwilą pozycje. Jej ogień zaczyna być coraz skuteczniejszy. Zdaję sobie sprawę, że żołnierze, których tam wysłałem, długo nie wytrzymają.

Nagle czuję na plecach czyjąś dłoń. Odwracam głowę. Moim oczom ukazuje się młody oficer, który nachyla się w moim kierunku i krzycząc do ucha, informuje o numerze i rodzaju jednostki. Nareszcie. W kilku słowach przedstawiam sytuację i wskazuję na najbardziej dokuczliwe niemieckie stanowiska. Oficer przykłada do oczu lornetkę. Za jego plecami, nisko pochyleni, przesuwają się gwardziści. Wylot ulicy, który kilka chwil później wpadłby pewnie w niemieckie ręce, teraz jest już odpowiednio zabezpieczony. Ustawione na rogach CKM-y otworzyły celny ogień w kierunku atakującego oddziału SS ...”.

Rzeczywiście, radzieckie wsparcie przybyło w najbardziej odpowiednim momencie. Niemcy byli już blisko zajęcia tej bardzo ważnej pozycji i sparaliżowania w ten sposób ruchu w dużej części miasta.

Pomiędzy obiema stronami trwa nieprzerwana wymiana ognia. Niemcy zaczynają tracić inicjatywę. Atakujący jeszcze kilka minut wcześniej oddział Waffen SS, zaległ teraz pod ciężkim ogniem broni maszynowej. Zaskoczenie, które jeszcze kilkadziesiąt minut wcześniej spowodowało niemałe straty wśród czerwonoarmistów, mija. Radzieccy dowódcy zaczynają przegrupowywać przybyłe oddziały. Dla Niemców jest sygnał, iż w każdej chwili może wyjść w ich kierunku natarcie. Wzmagają ostrzał, rzucając na pozycje ostatnie odwodowe pododdziały. Jednak stosunek sił zaczyna przeważać na korzyść Rosjan, którzy rozpoczynają atak. Celnie rzucony przez skradającego się niepostrzeżenie gwardzistę granat, eliminuje z walki niemieckie działko przeciwpancerne. Padają zabici i ranni. Niemiecki podoficer podbiega do leżącej załogi i sprawdza ich stan. Straty są także w środku i na lewym skrzydle niemieckiej obrony. Ogień, który jeszcze przed godziną zdziesiątkował radziecką straż przednią, teraz zaczyna słabnąć. Widzący to radzieccy dowódcy podrywają swoje oddziały do ataku. Głośne Urrrrrraaaaaa wypełnia cały rynek, na którym toczą się te dramatyczne wydarzenia. Atakujący czerwonoarmiści prą naprzód, mimo, iż wielu z nich pada. Walka toczy się jednak na tak bliskiej odległości, że pomimo celnego ognia obrońców, żołnierze radzieccy wdzierają się w niemieckie pozycje. Dochodzi do starcia wręcz, w którym górą są Rosjanie. W chwili, kiedy pierwsze szeregi toczą zaciętą walkę wewnątrz linii obrony, do niemieckich pozycji dociera druga fala radzieckiej piechoty. To przekonuje pozostałych przy życiu Niemców do poddania się. Coraz więcej rąk pojawia się w górze. Bitewny zgiełk powoli zaczyna słabnąć. Słychać tylko radzieckie komendy. Wziętych do niewoli żołnierzy, czerwonoarmiści ustawiają w kolumnę i zaczynają wyprowadzać z rynku.

 

Na tym część bitewna się kończy. Przed ustawionymi za prowizorycznym ogrodzeniem widzami, przechodzi sformowana wcześniej kolumna. Wywołuje to lawinę braw. Wszyscy oglądający są pod ogromnym wrażeniem. Takiego widowiska jeszcze w Chełmnie nie było. Historyczne pojazdy, mundury, broń i dużo, dużo wybuchów, wystrzałów – to wszystko złożyło się na wyjątkową w swoim rodzaju lekcję historii. Odtworzone tego niedzielnego popołudnia wydarzenia dla pewnej części mieszkańców były przypomnieniem tego, czego sami przed laty byli świadkami. Ostatnim akcentem tego popołudnia, był pokaz sztucznych ogni, który zwieńczył ten wyjątkowy dla wielu mieszkańców dzień.

W zgodnej opinii wszystkich, tak oglądających jak i uczestniczących w rekonstrukcji, była to bardzo udana impreza. Wielkie słowa uznania należą się wszystkim, którzy zaangażowali się w przygotowanie tej rekonstrukcji. Bardzo wielu mieszkańców Chełmna, biorąc osobisty udział, walnie przyczyniło się do tego, że realizm całego widowiska był na bardzo wysokim poziomie. Szczególne słowa uznania należą się Jerzemu Haniszowi i władzom miasta.

Żegnając się wieczorem z organizatorami i znajomymi, każdy miał nadzieję, że jeszcze wróci do tego bardzo przyjemnego i mającego wiele atutów krajobrazowych miasteczka. Ze względu na zabudowę, wręcz idealnie nadającego się, jako plan filmowy dla produkcji dotyczących właśnie czasów wojny.

 

Powrót do roku 2005
Powrót do szlaku bojowego