Szlak  Bojowy  Grupy

ROK 2005
 

Cigacice 1945
Cigacice, styczeń 2005

Tegoroczna rekonstrukcja w Cigacicach miała być dla wielu członków grup rekonstrukcyjnych swojego rodzaju otwarciem sezonu. Wcześniejszy, łódzki Moto Weteran Bazar był traktowany jako próba generalna przed, jak się okazuje bardzo obfitym w tego typu imprezy, nowym rokiem.

Do znajdujących się nieopodal Zielonej Góry, Cigacic, przyjechała bardzo liczna Trójmiejska Grupa Rekonstrukcji Historycznych zajmująca się odtwarzaniem armii czerwonej i jednostek LWP, pojawili się spadochroniarze z FJR 1 „Zielone Diabły”, Wehrmacht z Aufklärungsabteilung 7 der 4 Panzer Division. Najliczniejsza była Lubuska Grupa Rekonstrukcji Historycznych, która jako organizator wystawiła spory oddział, w którym przeplatali się żołnierze niemieccy i radzieccy. Oprócz w/w pojawili się także inni zaproszeni goście, w tym pojazdy, które choć w większości powojenne, były wystylizowane na te z czasów wojny. Do tego oczywiście motocykle w wydaniu z koszem i tzw. solówki.

Na miejscu pierwsi uczestnicy zaczęli się meldować w piątkowe popołudnie i wieczór. Miejscowa szkoła podstawowa stała się więc na czas „walk” miejscem zakwaterowania, dla zjeżdżających z różnych zakątków kraju „żołnierzy”.

Cały wieczór upłynął na sprawdzaniu oporządzenia, wymianie doświadczeń i szeroko pojętej integracji. Wielu znajomych z różnych grup, miało ponownie okazję do spotkania i odświeżenia wspomnień. Rozmowy trwały właściwie całą noc. Dopiero świt zdopingował najbardziej wytrwałych do złapania chociaż odrobiny snu, bo dzień zapowiadał się bardzo pracowicie.

Pobudka nie była zbyt wczesna. Z powodu panującego na zewnątrz mrozu, wyjście na pozycje było maksymalnie opóźniane. Wreszcie około godziny 12,00 zarządzono wymarsz.

Powoli, w kierunku mostu i przygotowanych wcześniej pozycji ruszają pododdziały niemieckie i radzieckie. A chcąc oddać możliwie wiernie realia z końca stycznia 1945 roku, wśród Niemców można dostrzec żołnierzy Waffen SS, Luftwaffe, Wehrmachtu. Zróżnicowanie w umundurowaniu jest bardzo wyraźne. Było to bardzo charakterystyczne w końcowym etapie wojny, kiedy oddziały były już bardzo przemieszane i z rożnych rozbitych jednostek tworzono doraźnie grupy bojowe.

Żołnierze obu stron zajmują stanowiska. Trwa wyczekiwanie na sygnał. Na wale stanowiącym swojego rodzaju naturalną trybunę zgromadziło się już bardzo wielu widzów. Także oni, czekają, aż obserwowani i wzbudzający niemałą sensację żołnierze, staną naprzeciw siebie w walce.

Tuż przed bitwą ma jeszcze miejsce uroczyste odsłonięcie obelisku upamiętniającego walki w rejonie Cigacic.

Czerwona rakieta w górze. Widowisko rozpoczęte. Przez most od strony wsi na pełnym gazie, w kierunku własnych pozycji, pędzi na motocyklach niemieckie ubezpieczenie. Znajdujący się jeszcze na moście spadochroniarze po raz ostatni sprawdzają połączenia założonych wcześniej ładunków i biegiem ruszają na przygotowane wcześniej stanowiska. Z mostu zbiegają w ostatniej chwili. Od strony wsi padają już strzały. To radzieckie rozpoznanie, które uchwyciło przyczółek mostowy, prowadzi ogień w kierunku pozycji niemieckich na drugim brzegu rzeki. Znajdujący się na przedpolu pierwszej linii obrony, niemieccy zwiadowcy dostrzegają w okularach swych lornetek radzieckie pojazdy, które wypełnione piechotą wjeżdżają na most. Na pozycjach niemieckich alarm. Wycofujący się zwiadowcy przekazują meldunek dowódcy odcinka o zauważonym wrogu. Znajdujący się w linii żołnierze przygotowują się do odparcia natarcia.

Ze znajdującego się u podnóża wału schronu, padają pierwsze serie z broni maszynowej. Ich celem jest radziecka kolumna, która rozciągnęła się na moście, a której czołówka już osiągnęła jego przeciwległy koniec. W tym momencie znajdujący się pod przęsłami spadochroniarze odpalają ładunki. Niestety, ich siła nie wyrządza konstrukcji specjalnych szkód. Pod osłoną ognia maszynowego wycofują się w kierunku własnych linii. Tymczasem Rosjanie, osiągnąwszy już większością sił drugi przyczółek mostowy, rozwijają pierwszy rzut do ataku z marszu. Ogień z niemieckich linii tężeje. Wysadzona z ciężarówek piechota radziecka skokami posuwa się do przodu. Wsparciem w linii jest CKM, rusznica przeciwpancerna i kilka RKM-ów. Wymiana ognia wzmaga się. Nacierający pomimo wsparcia broni maszynowej zalegają, by po kilku chwilach zacząć się wycofywać. Pierwszy szturm przy niemałych stratach wśród atakujących, zostaje odparty. Na radzieckich tyłach dochodzi do przegrupowania. Tym razem natarcie będzie już wzmocnione przez siły główne, które zdążyły już osiągnąć drugi brzeg i razem z odpartym pododdziałem przystępują do kolejnego ataku.

Na pozycjach niemieckich także dochodzi do przegrupowania. Wycofani spod mostu spadochroniarze uzupełniają luki w pierwszej linii obrony. Mimo to stosunek sił wydaje się być wyraźnie na korzyść Rosjan.

Rozpoczyna się kolejny szturm. Oczom obrońców ukazują się, obok posuwającej się skokami piechoty, także ciężarówki i samochody terenowe na których nacierający umieścili broń maszynową. Pod osłoną tego kombinowanego oddziału samochodowego radziecka piechota dociera bardzo blisko niemieckich pozycji. Tam zalega pod silnym ogniem prowadzonym przez znajdujące się na skrzydle i w schronie karabiny maszynowe. Wymiana ognia trwa kilka dłuższych chwil. Straty wśród atakujących zaczynają rosnąć. Radzieccy żołnierze chowają się zagłębieniach terenu, niektórzy zaczynają się cofać. Widzący to radzieccy dowódcy, podprowadzają samochody możliwie jak najbliżej niemieckich pozycji. Wśród znajdujących się na nich żołnierzy padają zabici i ranni, mimo to z najbliższej odległości prowadzą ostrzał niemieckich punktów ogniowych. Broniący przenoszą ogień broni ciężkiej na radziecką kolumnę. Nie opancerzone pojazdy zostają dosłownie zalane lawiną stali. To jednak spowodowało, że kryjąca się na przedpolu radziecka piechota nie jest już bezpośrednio ostrzeliwana. Młody oficer podrywa czerwonoarmistów do szturmu. Z głośnym Urraaaaaaaaa atakujący przedzierają się przez zasieki. Dopiero teraz Niemcy zorientowali się w swym błędzie. Jest już jednak za późno na przeniesienie ognia. Radzieccy piechurzy z impetem wdzierają się w niemiecką linię, w otwór strzelniczy schronu wpadają granaty, znajdujący się na szczycie schronu żołnierze zostają dosłownie rozniesieni na bagnetach. Obrona zaczyna się łamać. Dochodzi do krótkiej i zaciekłej walki wręcz. Niemcy cofają się na całej linii. Ustawiony na szczycie schronu radziecki CKM nie pozwala jednak na uporządkowany odwrót. Jego ostrzał powoduje wśród wycofujących dotkliwe straty.

Całą walkę obserwuje przez lornetkę nożycową niemiecki dowódca grupy bojowej. Jedyne wsparcie na jakie może liczyć to klucz dwóch FW-190, które dawno już wezwał, a których wciąż jeszcze nie widać. A sytuacja staje się krytyczna. Do drugiej linii obrony na której znajduje się sztab, zaczynają docierać potwornie zmęczeni żołnierze. Odwrót pod ogniem spowodował przemieszanie oddziałów. Tymczasem Rosjanie nie poprzestali na zajęciu pierwszej linii obrony. Widząc wycofującą się w nieładzie niemiecką piechotę rozpoczynają pościg. Są coraz bliżej drugiej linii obrony. Jedynym, zdolnym jeszcze do walki po niemieckiej stronie jest mały oddziałek, który stanowił ochronę sztabu. Zostaje natychmiast rzucony do walki. W międzyczasie oficerowie z resztek rozbitych pododdziałów tworzą kilkunastoosobowe grupy i ponownie wysyłają je do walki. Wycofujący się żołnierze zostają zawracani i ponownie odpowiadają ogniem w kierunku atakujących żołnierzy radzieckich. Pod coraz celniejszym ogniem radzieckie szeregi zaczynają topnieć, jednak atak trwa dalej. Po stronie niemieckiej karabiny maszynowe tylko sporadycznie otwierają ogień. Z braku amunicji prowadzą ogień tylko wówczas, kiedy zostają bezpośrednio zagrożone. Mimo wysiłków oficerów i rzucania na pozycje coraz to nowych, naprędce organizowanych pododdziałów, radzieckie natarcie, wolno, ale posuwa się dalej. Wydaje się, że za kilka chwil masa piechoty zaleje walczących resztkami sił obrońców.

Nagle, w panujący zgiełk wystrzałów i wybuchów, wkrada się jeszcze inny, całkiem nowy dźwięk. Staje się głośniejszy z każdą następną chwilą. Niektórzy żołnierze, zadzierają głowy do góry. Początkowo dostrzegają tylko na niebie dwa punkciki, jednak po kilku dalszych chwilach coraz wyraźniej rysują się bardzo wyczekiwane przez nich kształty. Ku toczonej na ziemi walce lecą wezwane wcześniej dwa FW-190. Z niemieckich stanowisk zostają wystrzelone rakiety w kierunku atakujących. To wystarcza lotnikom aby zlokalizować cele dla swojej broni pokładowej i bomb. Z głośnym wyciem przelatują tuż nad broniącymi się i otwierają bezpośredni ogień w kierunku napierających Rosjan. Pociski z działek wprost rozszarpują radzieckie samochody, a ogień karabinów maszynowych przerzedza szeregi będących już bardzo blisko niemieckiego sztabu czerwonoarmistów. Kilka zrzuconych bomb gwałtownie zatrzymuje impet natarcia. Resztki niemieckich pododdziałów raz jeszcze podrywają się do ataku. Klucz FW-190 rozpoczyna drugie podejście. Ponownie, tuż nad ziemią rozpoczyna ostrzał. To wystarcza, aby Rosjanie zaczęli się cofać. Samoloty, z głośnym wyciem, do „wymiatania” podchodzą jeszcze kilka razy. Po wyczerpaniu amunicji odlatują, jednak ich wsparcie wystarcza, by pierwsza linia obrony została ponownie zajęta przez bardzo rzadkie już, niemieckie szeregi. Przeciwnik został na chwilę odrzucony, nie ma jednak kim obsadzić całej linii. Dowódca tego improwizowanego oddziału rozstawia żołnierzy głównie w pobliżu schronu, gdzie można jeszcze liczyć na osłonę betonowych ścian i zapór, a także ostatniego, z końcówką amunicji, karabinu maszynowego. Trwa wyczekiwanie na radziecki kontratak. I rzeczywiście, niedługo po tym, jak warkot silników lotniczych przestał już być słyszalny, na niemieckim przedpolu pojawia się wroga piechota. Wycofujących się pod ostrzałem lotniczym żołnierzy wsparł kolejny, świeży oddział. Do ataku ruszają wszystkie, znajdujące się po stronie radzieckiej pododdziały. Broniący się, mogą przeciwstawić jedynie słaby ogień prowadzony ze schronu i jego okolic. Radziecka piechota, ponosząc co prawda pewne straty, ponownie dociera do utraconego jeszcze tego samego dnia schronu. Pojedynczy, niemiecki ogień nie jest w stanie zatrzymać będących już na tyłach ich pozycji, czerwonoarmistów. Ponownie dochodzi do walki wręcz, jednak tym razem duża część obrońców podnosi ręce do góry. Niektórzy uciekają w kierunku drugiej linii, inni padają pod razami zadanymi bagnetami. Na szczycie schronu zostaje zatknięta czerwona flaga. Poddających się Niemców kilku żołnierzy radzieckich formuje w kolumnę i odprowadza w kierunku własnego dowództwa. Gdzieś w dali padają jeszcze strzały, są jednak coraz rzadsze, aż w końcu zalega cisza.

 

Wśród oglądających rozlegają się brawa. Było to dla nich niezwykłe widowisko. Starsi mieszkańcy mówią : „.. tak było, tak było..”. Teraz czas dla fotoreporterów i telewizji. Przez taśmę oddzielającą publiczność od miejsca akcji, przechodzą widzowie, którzy uzbrojeni w aparaty zaczynają polowanie na żołnierzy niemieckich i radzieckich. Jak sami mówią, czegoś takiego jeszcze nie widzieli. I mimo, iż w roku 2004 też tu miała miejsce podobna rekonstrukcja, to jednak tegoroczna w zgodnej opinii oglądających była wyraźnie większa i ciekawsza. Padają pytania o kolejne tego typu imprezy, gdzieś w tle pojawiają się kamery telewizyjne, które tym razem wychwytują oporządzenie i ekwipunek żołnierski. Zmęczeni uczestnicy bitwy zbierają się po kilkudziesięciu minutach w pobliżu mostu i tam, smakując gorącą herbatę, dzielą się pierwszymi wrażeniami. A opowiadać jest o czym. Swoje wersje wydarzeń przedstawiają żołnierze radzieccy, którzy tego dnia wciąż byli w natarciu. Z kolei Niemcy, wspominają samoloty, których niski przelot, tuż nad głowami wywołał niezapomniane wrażenie. A do tego ten warkot silników. Wszyscy są zgodni, że warto było w tą sobotę znaleźć się w Cigacicach i jak już wyżej wspomniano, pytają o kolejny rok.

Na koniec wypada złożyć gratulacje organizatorom z Lubuskiej Grupy Rekonstrukcji Historycznej i zielonogórskiego oddziału Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji, za przygotowanie naprawdę udanej rekonstrukcji. Widać było, że włożono w całość działań dużo, dużo pracy i choć może pojawiały się tu i ówdzie pewne różnice zdań co do scenariusza, czy zgrania pewnych działań w czasie, to zgodna opinia była taka, że ..... za rok trzeba koniecznie pojawić się ponownie, w większej ilości.

I co jest także godne podkreślenia, to udział samolotów z grupy „Żelazny”, które choć znacznie się różniły od ówczesnych, to jednak nadały całej bitwie wyjątkowy klimat. Poza tym była to pierwsza w Polsce rekonstrukcja z udziałem lotnictwa !

Pozostaje tylko życzyć wytrwania w pracach organizacyjnych i ... do zobaczenia, oby jak najszybciej.

 

Powrót do roku 2005
Powrót do szlaku bojowego